Wywiad

Najlepsza robota na świecie – wywiad ze Stevanem Dojčinovićem

Ilustracja Zuzy Puszcz przedstawia Stevana Dojčinovića. Portret utrzyma jest w kolorach pomarańczy i purpury.
ilustracja: Zuza Puszcz

Stevan Dojčinović – rocznik 1985, serbski dziennikarz śledczy, założyciel Crime and Corruption Reporting Network w Belgradzie, autor książki Šarić. Jak bałkański kartel kokainowy podbił Europę[1]*, laureat Knight International Journalism Award za 2019 rok.

Tomasz Żornaczuk: Niedawno wróciłeś z Waszyngtonu, gdzie odebrałeś nagrodę Knight International Journalism Award, przyznaną ci przez International Centre for Journalism. Komuś spoza świata mediów te nazwy niewiele mówią.

Stevan Dojčinović: To prawda, ale w rzeczywistości to jedna z najważniejszych nagród dziennikarskich, jaką można otrzymać w Ameryce. Każdego roku otrzymują ją dwie osoby. Nagradzany jest całokształt pracy, nie konkretny artykuł. Nagroda jest znana szczególnie w Stanach Zjednoczonych, ale jej laureaci natychmiast zwracają na siebie międzynarodową uwagę. Z dnia na dzień stajesz się znaną osobą w świecie mediów.

Czy jest przyznawana tylko dziennikarzom śledczym?

Nie, to nagroda za szczególne osiągnięcia w pracy dziennikarskiej z różnych dziedzin. Na przykład osobą, która wraz ze mną otrzymała to wyróżnienie za zeszły rok, była Rose Wangui, dziennikarka z Kenii, zajmująca się przede wszystkim tematami tabu, takimi jak niewolnictwo seksualne. Wykonuje niesamowitą robotę dziennikarską, dzięki której wiele spraw ujrzało światło dzienne i sporo się zmieniło. Przyjęto m.in. ustawy utrudniające opisywane przez nią procedery. A więc wywarła wpływ.

Co ta nagroda znaczy dla ciebie?

To najbardziej znaczące wyróżnienie, jakie otrzymałem w wieloletniej pracy dziennikarskiej. Otwiera nowe drzwi. To niewiarygodne, ile ciekawych i korzystnych kontaktów z punktu widzenia mojej dalszej pracy udało mi się nawiązać dzięki niej tylko w czasie pobytu w Ameryce. Ale była też okazją do wystąpienia przed gremium, przed jakim nigdy wcześniej nie mówiłem. Na galę zaproszono pięciuset, może sześciuset przedstawicieli świata mediów, polityki i biznesu – ludzi, którzy kierują dosłownie wszystkimi liczącymi się mediami w Ameryce, kongresmeni. Świetna okazja, żeby zwrócić uwagę nie tylko na swoją pracę, ale też na to, co dzieje się w moim kraju i w mojej części Europy. Na początku w swoim przemówieniu planowałem skupić się właśnie na tym, ale zrozumiałem, że taki moment warto wykorzystać do tematów większego kalibru, dlatego mówiłem także o Ameryce.

Krok po kroku pokazałem, co się dzieje, gdy populiści dochodzą do władzy. A schemat jest wszędzie taki sam. My w Europie znamy ten scenariusz. Pierwszym krokiem jest zawsze osłabianie mediów: od słownych napadów, przez nazywanie wrogami narodu, po wywieranie wpływu. Następny to zmienianie instytucji, w szczególności tych, które są związane z rządami prawa. Zwykle najważniejszy jest sąd konstytucyjny. Zmianom towarzyszy obsadzanie sądów zaufanymi ludźmi, naciski na policję, prokuraturę. Ostatni krok to wymyślenie, jak uczynić korupcję legalną. Do tego potrzebna jest kontrola nad sądami i nad parlamentem, żeby – jeśli jutro utracą władzę – nie mogli być za swoje czyny sądzeni, bo działali zgodnie z prawem. Słowem: celem jest kradzież pieniędzy państwowych w świetle prawa.

Nagrodę otrzymałeś za pracę w Crime and Corruption Reporting Network, w skrócie KRIK, którego jesteś współzałożycielem i redaktorem naczelnym. 

Tak, współtworzy go grupa młodych ludzi. Skupiamy się na wykrywaniu korupcji i przestępczości zorganizowanej. Co do zasady nie zajmujemy się innymi tematami. Ale ponieważ w Serbii korupcja i przestępczość są wszechobecne, także w polityce, i to do tego stopnia, że decyzje polityczne są podejmowane pod wpływem tych zjawisk, nasza praca dotyczy także polityków. Baza danych ze spisem ich majątków jest jednym z naszych stałych projektów. Publikujemy także wiadomości, reportaże i historie śledcze. Mamy też podstronę będącą bankiem nieprawdziwych informacji, publikowanych przez niektóre media. Choć czerpiemy z różnych dobrych wzorców, nasze dziennikarstwo jest najbliższe modelowi amerykańskiemu. Na przykład niedawno opublikowaliśmy pierwszy podcast.

Jak finansujecie KRIK?

Większość funduszy dostarczają nam trzy źródła. Pierwsze to międzynarodowi donatorzy – wnioskujemy o finansowanie projektów i otrzymujemy na nie granty. Drugie to wsparcie naszych czytelników. A trzecie to przychody ze szkoleń innych dziennikarzy w Serbii i na świecie. To częściowo komercyjne działanie, ale nie zarabiamy pieniędzy na zasadach czysto rynkowych, bo w Serbii nie jest to możliwe. Na przykład nikt nie mógłby zamówić u nas płatnej reklamy, bo państwo przypomniałoby mu o sobie.

Jest jakieś szkolenie, które wspominasz szczególnie?

Tak, na Słowacji. Prowadziłem je dawno temu, a później dowiedziałem się, że jednym z uczestników był Ján Kuciak.Choć z tamtego wydarzenia go nie pamiętam, z Jánem współpracowaliśmy później. Wtedy już zapamiętałem go jako bardzo solidnego dziennikarza śledczego. To, co spotkało Jána i jego narzeczoną w 2018 roku, było szokiem dla nas wszystkich. Bo nikt nie oczekiwał, że coś takiego może stać się w sercu Europy. Natomiast to, co udało się wykryć po jego zabójstwie, to synergia pomiędzy bogaczami i oligarchami, pomiędzy politykami i przestępczością zorganizowaną. Na Słowacji stała się rzecz straszna. Ale jednocześnie jest to smutna opowieść o czasach, w jakich żyjemy, i o tym, że nie ma na świecie bezpiecznych miejsc dla dziennikarzy. Podobny przypadek dotyczył przecież dziennikarki zabitej na Malcie kilka miesięcy wcześniej. Również tam śledztwo prowadzi do ludzi u władzy. To samo można powiedzieć o poćwiartowaniu saudyjskiego dziennikarza w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Turcji.

Krótko mówiąc: nie rozmawiamy o dziennikarzach, których zabił jakiś kartel narkotykowy; najstraszniejsza prawda jest taka, że w tych przypadkach wszystkie śledztwa prowadzą do władzy. Czyli w ostatecznym rozrachunku wniosek może być taki, że to państwo stoi za zabójstwem dziennikarza.

Zanim założyłeś KRIK, przez siedem lat pracowałeś w CINS – Centre for Investigative Journalism in Serbia. Czym tam się zajmowałeś?

W zasadzie tym samym. W Serbii jest kilka podobnych organizacji, które zajmują się dziennikarstwem śledczym, ale tylko KRIK i CINS są zrzeszone w ramach OCCRP.

Dobrze, to rozszyfrujmy jeszcze i to.

OCCRP, czyli Organized Crime and Corruption Reporting Project, to największa międzynarodowa sieć skupiająca dziennikarzy śledczych. Fenomenalna organizacja. Stoi za wykryciem największych afer korupcyjnych i przestępczych, jakie ujrzały światło dzienne. To w ramach tej organizacji śledzono bogacenie się Putina i jego ludzi, korupcję w Azerbejdżanie, przestępczość narkotykową w Ameryce Południowej, afery w Afryce i w innych miejscach na świecie. Bycie częścią tej sieci ma ogromne znaczenie, bo umożliwia łatwy i szybki kontakt z kolegami z dowolnego kraju.

Czyli korzystacie z tej sieci, by skontaktować się z dziennikarzami np. z Bośni i Hercegowiny lub Kosowa?

Do takich kontaktów nie potrzebujemy sieci, bo dziennikarzy z sąsiednich państw znamy. Ale korupcja i przestępczość zorganizowana to działalność transgraniczna o zasięgu dużo bardziej międzynarodowym. Jeśli, powiedzmy, ktoś z Bałkanów zajmuje się przemytem narkotyków, to kupuje je w Ameryce Południowej, szmugluje do Europy i tu sprzedaje, a pieniądze pierze, inwestując na Bali. Zatem śledztwo musi dotyczyć trzech kontynentów. Bo nie istnieje poważna przestępczość zorganizowana, która nie jest międzynarodowa. Dlatego prawdziwą wartością tej sieci jest to, że kiedy śledzimy przypadek kogoś takiego jak Darko Šarić, możemy w ciągu jednego dnia nawiązać kontakt np. z dziennikarzem z Argentyny. I to jest absolutnie nie do przecenienia. 

No właśnie, Darko Šarić. Stałeś się znany szerszej publiczności w Serbii i na Bałkanach po tym, jak w 2014 roku opublikowałeś o nim książkę. Jaka była twoja motywacja, żeby zająć się tą sprawą?

Šarić jest głównym tematem każdego dziennikarza śledczego w Serbii, tak jak Pablo Escobar był w Kolumbii. Innymi słowy, nie można było zajmować się dziennikarstwem śledczym bez dotknięcia tego tematu. Zatem nie była to kwestia wyboru. Šarić jest po prostu kluczową postacią przestępczości zorganizowanej nie tylko w Serbii, ale i na Bałkanach czy szerzej w Europie. Był głównym zaopatrzeniowcem kontynentu w kokainę. Wraz z kolegami zajmowaliśmy się jego sprawą pięć lat. Opublikowaliśmy wiele historii śledczych. Ale ilekroć coś wypuszczaliśmy, zawsze zostawało pełno informacji, które nie weszły do tekstu, bo historie nie mogły być zbyt długie. W efekcie przez ten czas nazbierało się sporo niewykorzystanego materiału. Często bardzo cennego, bo pokazującego szerszy obraz tego, jak działa cała grupa i przestępczość zorganizowana w ogóle.

Łatwo było zainteresować tematem wydawcę?

Pomysł na książkę nie był mój, w tamtym czasie myślałem o jakimś filmie czy serialu. Ale sprawy przyspieszyły, bo w 2014 roku Šarić został aresztowany i nagle zrobiło się o nim jeszcze głośniej. I potrzebna była książka o największym przestępcy, jakiego ten kraj widział. Zgłosiło się do mnie bardzo dobre wydawnictwo Samizdat B92. Przyjąłem propozycję, ale termin był szaleńczo krótki, chyba trzy miesiące. W tej sytuacji uzgodniłem, że połowę książki będą stanowiły teksty wcześniej opublikowane, a drugą połowę dopiszę. Wydaliśmy ją jeszcze w tym samym roku. Rozszedł się cały kilkutysięczny nakład, a potem i kilkutysięczny dodruk.

Rozpoczął się proces. Dlaczego Czarnogórzec był sądzony w Serbii?

Dlatego że dosłownie tuż przed tym, jak ruszyła wielka operacja policji i służb przeciw jego grupie, popełnił poważny błąd – zmienił obywatelstwo z czarnogórskiego na serbskie. Dużo lepiej wyszedłby na tym, gdyby był sądzony w Czarnogórze.

Dlaczego?

Bo tam miał dużo lepsze znajomości. Odkryliśmy, że w Serbii miał bardzo mocne powiązania w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Tymczasem w Czarnogórze miał bezpośrednie kontakty z Đukanoviciem.

Z Milem Đukanoviciem, który…

Z Milem Đukanoviciem, który wtedy był premierem Czarnogóry, a dziś jest jej prezydentem. I tak na zmianę od 30 lat.

Czy to było największe zaskoczenie, kiedy pracowałeś nad tą sprawą?

Nie, w zasadzie potwierdzenie kontaktów grupy Šaricia z ówczesnym premierem było najmniej zaskakujące, bo podejrzewaliśmy to od dawna. Poza tym Đukanović jeszcze przed działalnością Šaricia był oskarżony we Włoszech o udział w przestępczości zorganizowanej, dotyczącej przemytu papierosów. Skończyło się jednak na niczym, bo ciągle go chronił immunitet, i po kilku latach, w 2009 roku, włoska prokuratura odpuściła sprawę. Zatem był już wcześniej kojarzony ze światem przestępczym na tyle, że gdy powiązaliśmy go ze sprawą Šaricia, nie zdziwiło nas to. Podobnie jak to, gdy odkryliśmy, że Šarić miał kontakty z naszą serbską policją i ludźmi z MSW. Jako pierwsi opublikowaliśmy zdjęcia z 2008 i 2009 roku ze spotkań Ivicy Dačicia, wtedy ministra spraw wewnętrznych, dziś – zagranicznych i wicepremiera, z jednym z najbliższych współpracowników Šaricia. To było nasze pierwsze duże odkrycie. Za pierwszym razem przestępca odwiedza ministra w jego państwowej willi, a za drugim – spotykają się w restauracji. Piją wino, widać, że się znają. Mówimy o czasie, w którym gang już przemycał narkotyki. To, co nas zaskoczyło, to ogromne bogactwo, jakim dysponował Šarić. Wiedzieliśmy, że jest bogaty, ale nie, że aż tak. Nigdy wcześniej ani później nie dotarliśmy do takiej sieci powiązań gotówki, kont, firm, biznesów. Najbogatsi biznesmeni z regionu prześcigali się w tym, kto będzie z nim współpracował.

Ponad rok temu Šaricia skazano na karę 15 lat więzienia za organizowanie przemytu kokainy, a jego grupę – na łącznie niemal 300 lat. To zamyka sprawę?

To nie jest ani koniec wyroków, ani koniec tej historii. Dosłownie w ostatnich dniach 2019 roku opublikowaliśmy transkrypcję rozmów szefa gabinetu ówczesnego ministra spraw wewnętrznych – tego ze zdjęć – z tym samym gangsterem. Rozmowy są z tego samego okresu, sprzed ponad 10 lat. Na Bałkany płynęły właśnie dwie tony kokainy z Argentyny. Przestępcy potrzebowali policji, która by ich uprzedziła przed akcjami, by mogli uniknąć zasadzki. Już wtedy nad rozpracowaniem grupy z serbską policją i służbami wywiadowczymi współpracowało wiele ekip z całej Europy, w tym brytyjska służba do zwalczania poważnej przestępczości zorganizowanej. Plan był taki, żeby przejąć narkotyki w Grecji. Gangsterzy dowiedzieli się o tym i zrzucili je w Hiszpanii. Do Grecji dopłynęły puste statki. Dzięki informacjom z policji uratowali dwie tony kokainy. W tych rozmowach zaskoczyło nas to, jak gangsterzy odnoszą się do ludzi z ministerstwa.

Jak do kolegów?

Nawet nie. Myślałem, że tak właśnie będzie to wyglądać. Ale ten gangster zachowuje się wobec szefa gabinetu ministra jak wobec dziecka. W rozmowie słychać, jak ten z ministerstwa prosi, by kupić mu telefon. Przestępca mu odpowiada, żeby się nie martwił, że kupi najlepszy. Że z dobrym aparatem… Nie mogłem uwierzyć, gdy tego słuchałem. Ale poza tym wszystkim te nagrania są dowodem na to, że gangsterzy oczekiwali od policji informacji i je otrzymywali. Dotarliśmy w sumie do pięciu rozmów, które nagrała policja. Podczas jednej z nich przestępca pyta szefa gabinetu ministra, czy ten może sprawdzić, co z kumplem, „tak jak sprawdzałeś ostatnim razem”. Kumpla nie nazywa, ale jest jasne, że chodzi o Šaricia. To bardzo ważne rozmowy, bo potwierdziły regularność współpracy.

Czy w takim razie na Bałkanach mamy do czynienia z mafią?

W slangu tak, w rzeczywistości nie. Mafia taka, jaką znamy np. z Włoch, to struktura piramidalna z całym systemem zasad. Na Bałkanach nie ma mafii, ale jest przestępczość zorganizowana, która działa na zasadzie naczyń połączonych. Żeby nie wchodzić za mocno w teorię: to, co mamy u nas, to przestępczość zorganizowana z bardzo niebezpiecznym grupami, które są gotowe na wszystko i które liczą się w handlu narkotykami. Chodzi w szczególności o przestępców czarnogórskich i serbskich, kluczowych dla światowego przemytu kokainy. Z kolei np. Albańczycy częściej odgrywają taką rolę w przemycie heroiny.

A korupcja? Jest w Serbii kwestią incydentalną czy problemem systemowym?

W Serbii korupcja sięga szczytów władzy i z pewnością jest systemowa. Unia Europejska regularnie próbuje rozwiązać ten problem w nieadekwatny sposób. Błąd polega na tym, że Unia patrzy na korupcję oczami, dajmy na to, Niemca, który nie ma do czynienia z tym zjawiskiem w takim wymiarze. Wymaga, by Serbia przyjmowała prawo antykorupcyjne, które nie jest receptą na jej prawdziwy problem. Poza tym nasz kraj, nawet jak przyjmuje prawo, to go nie zawsze przestrzega.

I to dlatego integracja europejska Serbii idzie tak powoli? Negocjuje członkostwo już przecież siódmy rok, a nie jest nawet w połowie drogi…

Idzie tak wolno prawdopodobnie dlatego, że mamy duży problem – Kosowo. Z tego, co widzę, dla Unii to jest ważniejsze niż wszystkie pozostałe kwestie. W efekcie jedyna rzecz, jaką Europa zajmuje się w kontekście Serbii, to jej porozumienie z Kosowem. Natomiast demokracja, praworządność, prawa człowieka, wolne media nie są tematami. I nie będą, dopóki nie rozwiąże się kwestia Kosowa. To według mnie błędne podejście, bo tracimy dużo czasu, a przecież te problemy można rozwiązywać równolegle. Tymczasem kiedy rozstrzygamy kwestię Kosowa, nasza władza podkopuje demokrację i różne wolności i w tym zakresie jest gorzej z roku na rok. Dlatego szczególnie ważne jest, by już teraz w procesie negocjacji członkostwa Unia więcej uwagi poświęcała praworządności, zwalczaniu korupcji i wzmacnianiu wolności mediów.

W jakim stanie są dzisiaj media w Serbii?

W katastrofalnym. I jest coraz gorzej. Władza w Serbii cenzuruje media.

To z pewnością brzmi niewiarygodnie, ale w Serbii nie istnieją ani jedne nieocenzurowane media głównego nurtu.

Wszystkie główne telewizje, gazety, tygodniki są w pełni kontrolowane przez władzę. Transmitują i publikują jedynie propagandę, żadnych odkryć przypadków korupcji, żadnych historii śledczych. Nie pokazują niczego, co my publikujemy. Nie dają przestrzeni opozycji. Główne media w Serbii to system w pełni zamknięty.

A niezależne media?

Są, ale w znacznej mniejszości. W internecie działamy my i jeszcze kilka niezależnych mediów, takich jak wspomniany CINS. Jest jedna telewizja N1, jeden dziennik „Danas”, dwa tygodniki, „Nin” i „Vreme”. A i tak politycy regularnie wyzywają nas od szpiegów. Wywiad nas podsłuchuje i śledzi. Władza oskarża, mamy kilka spraw w sądzie. Ale zdarzają się i dużo bardziej bezceremonialne metody. Na przykład niedawno ktoś włamał się do mieszkań naszych dwóch dziennikarek. Drzwi wyłamane, cały dom przetrzepany, nic nie zginęło. Nawet portfel z pieniędzmi. To nie było włamanie rabunkowe, to państwo daje nam jakiś znak.

Mówisz: dwóch dziennikarek. Widziałem na stronie KRIK, że w redakcji jest tylko jeden mężczyzna – ty – i dziesięć kobiet. Z czego wynika taka dysproporcja?

Teraz jest nas dwóch, ale to prawda – większość to kobiety. Nie tylko u nas, w Serbii już tak jest. Jak studiowałem dziennikarstwo, to na 120 osób było może 10 chłopaków. Z jakiegoś powodu dziewczyny są dużo bardziej zainteresowane nie tylko dziennikarstwem śledczym, ale w ogóle – pracą w mediach. Z moich obserwacji wynika też, że kobiety są dużo odważniejsze. A to już widać po pracy w dziennikarstwie śledczym w szczególności.

Za co lubisz swoją pracę?

Dziennikarstwo śledcze to najlepsza robota na świecie. W niektórych krajach widać to bardziej, w innych mniej. Akurat w Serbii widać bardziej. W zasadzie my jako KRIK i kilka podobnych organizacji pozostaliśmy jedynymi, którzy przeciwstawiają się systemowi, i wielu rodaków tak nas postrzega. W sytuacji, w której prokuratura nie może podjąć ani jednej sprawy dotyczącej wielkiej korupcji, a policja nie może łapać poważnych przestępców, dziennikarze są jedynymi, którzy mogą ujawniać te przestępstwa i walczyć z nimi. Ja – w przeciwieństwie do prokuratora – jak rozpocznę sprawę, to mogę ją doprowadzić do końca, wykazać winę i opublikować tekst. Kierunek, w jakim idą sprawy na świecie, każe mi sądzić, że w wielu krajach dziennikarstwo będzie jeszcze ważniejszą pracą. Niestety smutna zależność jest taka, że im bardziej zyskujemy na znaczeniu jako dziennikarze, tym bardziej ryzykowne jest to dla nas zajęcie.


[1]      Oryg. Šarić: Kako je balkanski kokainski kartel osvojio Evropu [tłum. tytułu: Tomasz Żornaczuk].


Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie non-fiction7_okladka-698x1024.png

Wywiad ukazał się w nr 7 (1/2020) „Non/fiction”.

Wesprzyj niezależne dziennikarstwo – bez reklam, niespieszne i poruszające ważne problemy społeczne. Więcej informacji na temat całego numeru – „MEDIA” – znajdziesz tutaj.

Font Resize
Contrast